Wierzby przydrożne biją pokłony
Ludziom na polach, nisko schylonym.
Ludzie prostują plecy przygięte;
Ponad polami wiatr ku nim biegnie
Pieśnią od pól, pieśnią od łąk.
Mają dla siebie serca człowiecze,
Radość najprostszą, prostą jak szczęście.
Dzielą się dobrym słowem nadziei
Stając się pieśnią, pieśnią o ziemi,
Pieśnią od pól, pieśnią od łąk.
Słuchaj! Słuchaj! Słuchaj!
Ponad wzgórzami, ponad równiną
Wiatr niesie pieśń, o ziemi pieśń.
Słuchaj ... Słuchaj ...
A gdy się niebo schyla nad drogą
W próg swego domu zmęczeni wchodzą.
Dni, które były, dni, które będą -
Pieśnią budują, pieśnią codzienną,
Pieśnią od pól, pieśnią od łąk.
Słuchaj! Słuchaj! Słuchaj!
Ponad wzgórzami, ponad równiną
Wiatr niesie pieśń, o ziemi pieśń.
Słuchaj ... Słuchaj ... Słuchaj ...
To nie dla mnie taka dziewczyna;
Chociaż najładniej śmieje się do mnie,
Ale nie kocha, ale nie kocha,
Tak jak ja kocham Ją.
Nie, to nie dla mnie taka dziewczyna
Która nie kocha, nie, nie, nie kocha już mnie.
I choć Jej uśmiech to już dużo,
Ale to jeszcze za mało jest.
Nie, to nie dla mnie taka dziewczyna.
Nie, to nie dla mnie nie, nie, nie, nie, nie dla mnie jest.
Ale dla kogo, ale dla kogo,
Ale dla kogo Ona jest?